Wypełnij formularz lub zadzwoń



Ustawa o tzw. społecznej grupie mieszkaniowej
 

Jednym z najnowszych pomysłów rządu obok nowelizacji "Rodzina na Swoim" czy przewłaszczenia ma być ustawa o tzw. społecznej grupie mieszkaniowej.

 

Pomysł jest zasadniczo prosty. Inwestor, np. developer wchodzi w porozumienie z nabywcami i tworzy społeczną grupę mieszkaniową (SGM). Grupa zobowiązuje się do wspólnego opłacenia połowy kosztów związanych z wybudowaniem nieruchomości, zyskując tym samym prawo najmu. Jednocześnie ci sami nabywcy mają płacić czynsz, w którego skład wchodziłyby rozłożone koszty budowy reszty projektu. Dzięki temu już po pięciu latach od sfinalizowania inwestycji przez dewelopera mieszkańcy zyskują prawo własności najmowanych wcześniej lokali.

 

Dla kogo SGM? 

 

Projekt ustawy o społecznych grupach mieszkaniowych ma być skierowany do młodych i średnio zamożnych ludzi, którzy właśnie wchodzą na rynek pracy lub zakładają rodzinę. Takie osoby zwykle zarabiają za dużo, by otrzymać mieszkanie komunalne, ale za mało, by uzyskać w banku zdolność kredytową. W Polsce przeciętne miesięczne wynagrodzenie nie wystarcza na kupno nawet 1 mkw powierzchni mieszkania. Jeszcze gorsza sytuacja panuje w metropoliach, gdzie za przeciętną pensję kupimy ok. 0,5-0,6 mkw.

 

Zdaniem Pawła Moszczyńskiego – specjalisty ds. nieruchomości z serwisu Rynekpierwotny.com, projekt może odnieść duży sukces, pod warunkiem, że uwzględni interesy nabywców, których tego typu ustawy zwykle nie chronią przed ryzykiem związanym z funkcjonowaniem firm deweloperskich. Polacy chętnie kupują mieszkania na własność, a najem traktują zwykle jako okres przejściowy. Istnieje więc realna szansa, że nowa ustawa rozwiąże problem deficytu oferty mieszkaniowej w stosunku do gospodarstw domowych o średnich i niskich dochodach. Mógłby to być dodatkowy bodziec i okazja do inwestycji w równym stopniu dla deweloperów, jak potencjalnych nabywców – twierdzi Moszczyński.

 

Jak to działa?

 

Przed rozpoczęciem projektu inwestor podpisuje z docelową społeczną grupą mieszkaniową umowę przedwstępną, która szczegółowo określa wszelkie parametry lokalu i koszty budowy projektu. Przyszły najemca zobowiązuje się do wniesienia wkładu własnego na poczet budowy w wysokości maksymalnie 50 proc.  kosztów realizacji konkretnego lokalu.

 

– Lepiej, by opłaty były niewysokie, bo wiążą się wyłącznie z kosztami budowy – sugeruje Paweł Moszczyński z serwisu Rynekpierwotny.com. Oznacza to mniejszą marżę na inwestycji oraz sprowadzenie dodatkowych kosztów do minimum. Inwestor, którym może być deweloper, spółdzielnia lub TBS zobowiązuje się do terminowej budowy oraz najmu z finalnym przeniesienim prawa własności na najemcę. Jeśli gmina lub Skarb Państwa zechcą wesprzeć inicjatywę, mogą zaproponować inwestorowi grunt bez przetargu, zaś koszty udziału w gruncie zostaną rozliczone dopiero przy zmianie statusu mieszkania na własnościowe.

 

Ustawa z potencjałem

 

Ustawa o społecznej grupie mieszkaniowej wydaje się na pierwszy rzut oka hybrydą kilku znanych rozwiązań, w całości regulowaną na nowych zasadach. Choć pomysł likwidacji wieczystego użytkowania może budzić pewne zastrzeżenia, a większość rządowych projektów zwykle spotyka się z dużą rezerwą, to jednak projekt ustawy o Społecznej Grupie Mieszkaniowej wydaje się mieć realny potencjał. Nam pozostaje teraz jedynie czekać i obserwować, czy pomysł wypali, czy raczej spali na panewce.

Autor: rynekpierwotny.com